Piotr Piotrowski, Jung i astrologia, Studio Astropsychologii, Białystok 2002 [Zakończenie, ss. 207-211].

 

Zakończenie

[w: Jung i astrologia]

 

 

Wiek XX zapisał się w historii jako czas wielkich przemian, ekspansywnego rozwoju nauki, epokowych odkryć i niesamowitego postępu niemal w każdej dziedzinie wiedzy. Te ogromne transformacje dosięgły również starej astrologii, która po chwilowej nieobecności pojawiła się pod koniec XIX wieku wraz z napływem rozmaitych nurtów teozoficznych i ezoterycznych. Powróciła ona w zupełnie innej formie niż ta, którą znali Pitagoras, Ptolemeusz, Kepler czy Kopernik, ale tak samo jak niegdyś intrygowała wielu myślicieli. Na przykład Carl Gustav Jung przez 50 lat starał się pokazać, że astrologia zasługuje na zainteresowanie ze strony świata naukowego. Jako naukowiec usiłował odnaleźć w niej coś więcej niż tylko zbiór starożytnych formuł klasyfikujących ludzi i wydarzenia w kategoriach dobro-zło. Myśliciel ten zdjął z astrologii jarzmo determinizmu, jako pierwszy nadał jej humanistyczny, a nade wszystko psychologiczny sens, który podchwycili w swojej pracy różni astrologowie, co niewątpliwie uprawomocniło w ich oczach tę archaiczną wiedzę.

Wkład Junga w rozumienie astrologii zasługuje na szczególne wyróżnienie. Ale, jak zostało to pokazane w czwartym rozdziale tej książki, bezkrytyczne przekładanie pojęć Jungowskich na model astrologiczny budzi szereg wątpliwości. Faktem jest, że system astrologii nie jest strukturą zamkniętą, chociaż aspiruje ona do miana kompletnej teorii, która jest w stanie opisać niemal wszystkie procesy odnoszące się zarówno do jednostki, jak i zbiorowości. Tym niemniej astrologia, albo raczej astrolodzy wciąż usiłują w pewien sposób dowartościować swoją pracę, nadać uprawianej przez siebie dziedzinie taki charakter, który zbliżałby ją do modelu naukowego. Ale po co to robić? Przecież astrologia tak naprawdę nie potrzebuje naukowych wyjaśnień, żeby jej system prawidłowo funkcjonował. Jak już zostało to powiedziane w rozdziale drugim, astrologia jest swoistym modelem mityczno-symbolicznym, który usiłuje opisać świat z zupełnie innej strony, niż czyni to nauka. A jednak nie wszystkich astrologów to zadowala.

Psychologiczne i humanistyczne znaczenie, jakie nadał astrologii Carl G. Jung, jest bez wątpienia doniosłe i godne podziwu. Astrologia będąc w gruncie rzeczy bardzo elastycznym systemem łatwo daje się pogodzić ze strukturą psyche zaproponowaną przez twórcę archetypów. Ale niestety trzeba pamiętać, że nie ma tutaj tak bezpośredniego przełożenia, jakbyśmy tego oczekiwali. Widać to już chociażby w problemach, jakie nastręcza znalezienie w systemie astrologicznym odpowiednika Jungowskiego pojęcia archetypu. Podobnie sprawa wygląda z poszczególnymi archetypami, jeszcze gorzej z takimi pojęciami, jak libido, kompleksy, a nade wszystko z funkcjami psychicznymi oraz typami postaw. W rozdziale czwartym starałem się pokazać, że mimo wielu trudności i karkołomności takich zamierzeń, pewne korelacje między astrologią a psychologią analityczną można znaleźć, ale niestety nie istnieją tutaj tak proste analogie, jakie na pierwszy rzut oka zdają się zachodzić. Analogia zawsze pozostanie analogią i trzeba się po prostu liczyć z ograniczeniami, jakie ona niesie. Na siłę nie da się wpasować astrologii do Jungowskiej struktury, ponieważ zarówno ta pierwsza, jak i ta druga ulegną niefortunnym wypaczeniom.

Niewątpliwie Jung dał astrologom potężne narzędzia, trzeba tylko nauczyć się z nimi właściwie obchodzić. Astrologia jest bowiem strukturą głęboko symboliczną, a każdy symbol, o czym Jung także mówił, a co starałem się pokazać w pierwszy rozdziale, daje się odczytać na różnych płaszczyznach, w rozmaitych kontekstach i znaczeniach. Symbol można jedynie do czegoś porównać, odnieść go do jakieś rzeczywistości czy obszarów, które wymykają się dyskursowi, ale nie można go z niczym zrównać. Porównanie i zrównanie to dwie zupełnie różne sprawy. Tak więc nie da się powiedzieć, że na przykład archetyp Cienia to zawsze będzie Pluton lub Saturn, zaś samymi archetypami zawsze będą planety albo Zodiak. Nie można między tymi systemami postawić znaku równości, jak ma to miejsce w operacjach matematycznych, bo astrologia, choć w dużej mierze oparta na matematyce, nie posługuje się znakami, które ze swej natury są jednoznaczne, lecz symbolami będącymi obrazami wieloznaczności, a czasami także paradoksów i sprzeczności. W zależności od tego, w jakim kontekście rozpatrujemy dany symbol, możemy otrzymać różne interpretacje. Dlatego nigdy nie można twierdzić, że Słońce czy Merkury są tożsame z tym lub innym pojęciem w psychologii Junga. Zresztą teorie Jungowskie dotyczą tak uniwersalnych zagadnień, że mogą one stanowić wytłumaczenie dla wielu zjawisk, nie tylko astrologicznych. Owszem, Jung pokazał astrologom, że symbolika, z którą pracują, musi być odniesiona do jakiegoś szerszego spektrum znaczeniowego, że potrzebne jest tutaj zastosowanie amplifikacji. Ale każdy jungowski czy nie-jungowski astrolog powinien mieć świadomość tego, że zrównanie struktury astrologicznej z modelem psyche, jaki zaproponował Jung, generuje w gruncie rzeczy więcej problemów niż można by przypuszczać. I nie chodzi tutaj wyłącznie o rozbieżności, jakie daje się zauważyć w podejściu reprezentowanym na przykład przez Dane’a Rudhyara czy Liz Greene, ale o bardziej zasadniczą kwestię.

Rzecz bowiem w fundamentalnym pytaniu: czy astrologia rzeczywiście potrzebuje Jungowskiego wyjaśnienia, by być astrologią zasługującą na szacunek? Czy przypadkiem nie jest tak, że astrologia sama w sobie jest unikalnym i jednocześnie tak spójnym systemem symbolicznym, że obejdzie się - może poza amplifikacją - bez powiązań z Jungowską psychologią ani z czymkolwiek innym. Teorie archetypów i nieświadomości zbiorowej są z pewnością bardzo inspirujące i brzemienne w znaczenia również dla astrologów, ale czy faktycznie, żeby “dowartościować” tę archaiczną psychologię, trzeba ją czymkolwiek zrównywać i na siłę znajdować analogie do psychologii Junga? Niewątpliwie warto szukać różnych odniesień, ponieważ astrologia jako taka zawsze ma do czynienia przede wszystkim z człowiekiem i każda koncepcja duszy, czy to psychologiczna czy filozoficzna, może wiele wnieść w jeszcze lepsze rozumienie astrologicznych struktur. Wciąż jednak trzeba pamiętać, że astrologia, choćby ze względu na jej wielowiekową tradycję, za co Jung tak bardzo ją szanował, już jest czymś niezwykłym i unikalnym. Robert Hand pisze o tym w następujący sposób: “(…) Czynienie dokładnego przełożenia jednego systemu symbolicznego (psychologii Jungowskiej) na inny (astrologię) jest z reguły robione w celu uprawomocnienia astrologii, ale jest to posunięcie bardzo niefortunne, ponieważ astrologia rozumiana sama jako system psychologii, posiada strukturę symboliczną o wiele potężniejszą niż cokolwiek innego, co moglibyśmy znaleźć w ortodoksyjnej psychologii”. W podobnym duchu wyraża się także Alexander Ruperti (1913-1998), astrolog i przyjaciel Dane’a Rudhyara, który twierdzi, iż “nie byłoby dobrze ograniczać astrologii wyłącznie do Junga czy Freuda. Uważam za błąd, by psychologię stawiać na pierwszym miejscu, a astrologię na drugim. Astrologia pozwala na całościowe spojrzenie, dzięki niej mamy szansę ogarnąć prawdziwy sens rzeczy, tak samo jak matematyka czyni to dla fizyki. Bez matematyki fizyka nie byłaby w stanie opisać materialnego świata. Astrologia wobec psychologii pełni zaś taką samą rolę”. Ruperti stanowczo podkreśla fakt, że zrównanie astrologii z psychologią jest po prostu daleko posuniętym uproszczeniem.

A więc czy przypadkiem nie jest tak, że astrologia po prostu przerasta astrologów, którzy nie mogąc jej zrozumieć stale muszą ją z czymś porównywać? Być może astrologia w dalszym ciągu czeka na wydobycie z niej tego, co naprawdę w sobie niesie, co skrywa w swoich symbolicznych formach, które w żaden sposób nie mogą być pojęte i w pełni zrozumiałe przez ograniczony paradygmatem naukowości intelekt. Czy więc Jungowi udało się to dla nas odkryć? A może jest tak, że astrologia stanowi wyłącznie zbiór pustych symboli, za którymi nic nie stoi i to jedynie człowiek usiłuje dopisać do nich znaczenie? Nawet jeśli odpowiedzielibyśmy twierdząco na to pytanie, to trzeba raz jeszcze przypomnieć słowa Junga, że nie wolno nam ignorować żadnej inwencji ludzkiego ducha, ponieważ w ostatecznym rozrachunku wszystko może okazać się istotne.

 

Piotr Piotrowski

www.piotrpiotrowski.com