Piotr Piotrowski, Mitologiczno-symboliczny model astrologii, referat wygłoszony na VII Forum Inspiracji Jungowskich w Warszawie, które odbyło się w dniu 23 lutego 2002 roku.

 

 

Mitologiczno-symboliczny

model astrologii

 

Czym jest astrologia? Powszechnie kojarzy się ją z zabobonem, którego resztki ostałe po rewolucji oświeceniowej znajdujemy na łamach gazet w postaci cotygodniowych horoskopów pisanych w formie prognozy dla każdego znaku Zodiaku. Czy współczesna astrologia faktycznie stała się jedynie jarmarczną zabawką, służącą wyłącznie niewybrednej rozrywce? Na szczęście nie, ale nawet jeśli by ktoś tak uważał, trzeba sobie jasno powiedzieć, że cotygodniowe horoskopy zamieszczane w najrozmaitszych periodykach z astrologią jako taką nie mają nic wspólnego. W horoskopach tych wprawdzie wykorzystuje się znaki Zodiaku, ale na tym podobieństwo z astrologią, rozumianą tu jako znacząca część kultury europejskiej, się kończy.

Dlaczego astrologia nie może być częścią nauki lub przynajmniej być przez naukę życzliwiej traktowana? Na to pytanie nie jest trudno odpowiedzieć. Nie wdając się w szczegóły i filozoficzne zawiłości tej problematyki, należy stwierdzić, że astrologia po prostu nie spełnia wymogów współczesnej nauki, jakim jest na przykład kryterium powtarzalności eksperymentu. Astrologia zwyczajnie nie mieści się w kanonach tego, co obecnie nazywamy naukowością. Czy to źle? Martin Heidegger, słynny filozof niemiecki, odpowiedziałby, że nauka jest niczym więcej, jak sposobem zachowania się Europejczyka, bo to Europa wydała na świat wielkich naukowców, którzy zrewolucjonizowali oblicze myślenia naukowego. W tym sensie astrologia jest jedynie pewnym modelem opisującym świat, który wraz z epoką industrialną przestał obowiązywać. Nikt jednak nie wie tego, jak długo będzie obowiązywał obecny newtonowsko-kartezjański paradygamt. Niektórzy skłonni są twierdzić, że już teraz kultura stoi w obliczu poważnego kryzysu tego modelu.

Astrologia nie jest więc nauką w ścisłym znaczeniu tego słowa, ale jest pewnym modelem, który mieści się w kanonie mityczno-symbolicznego paradygmatu, a więc tego, który filozofowie nazywają obszarem mythos. Filozofia bowiem traktuje mit jako kategorię, która z jednej strony przeciwstawia się logosowi, nauce, z drugiej zaś strony zdaje się dotykać obszarów wymykających się dyskursowi, w których niejako przestają obowiązywać prawa logiki czy przyczynowości. W związku z tym mit w rozumieniu filozoficznym nosi w sobie nie tylko wiedzę o człowieku, lecz także otwiera nowy horyzont epistemologiczny. Nie można tutaj jednak dostrzec jakichś prawidłowości czy zasad, które obowiązywałyby rzeczywistość mityczną analogicznie do tego, jak ma to miejsce w obszarze chociażby logiki.

Podobnie rzecz się ma z astrologią, która choć jest spójna i logiczna, to jednak jej założenia nie są oparte na prawach mechaniki, a już na pewno nie na powiązaniach przycznowo-skutkowych, tak jak rozumie to na przykład fizyka. Tym niemniej wśród niektórych astrologów rośnie wiara, że pewnego dnia zostanie wreszcie udowodniony determinizm fizykalny, który z naukowego punktu widzenia wyjaśniałby mechanizm astrologiczny. Carl Gustav Jung również w to wierzył, mając nadzieję, że takie zjawiska jak grawitacja, elektromagnetyczna indukcja Słońce-Ziemia, promieniowanie kosmiczne, słoneczne protony czy obserwowany wpływ Księżyca na pływy oceanów, zwierzęta, a nawet określone funkcje ludzkiego ciała, stanowią rychłą zapowiedź znalezienia przez astrofizyków jakiejś “siły”, na której ufundowana jest astrologia i tym samym “wiara w gwiazdy”. Tym niemniej, przyjaciel Junga, André Barbault, autor klasycznego dzieła De la Psychoanalyse à l’Astrologie nie ma w tym względnie żadnych złudzeń. Uważa on bowiem, że wszelkie fizykalne teorie, które miałyby znaleźć jakieś uzasadnienie dla mechanizmu astrologicznego, i tak by nic nowego do astrologii nie wniosły. Pisze on: “Nowe hipotezy i modele nie wyjaśnią niczego: one nie mogą ani przemienić, ani wzbogacić astrologicznej praxis, chociaż nauka o takich przypuszczalnych prawach musiałaby udowodnić reguły znaczeniowe, skorygować je albo uzupełnić. Czy w tej fizykalnej astrologii chodziłoby więc o “racjonalizowanie” (w sensie psychoanalitycznym) albo o jakiś surogat mitologii?” - pyta Barbault i jednocześnie wyklucza możliwość, by astrologia została kiedyś udowodniona na gruncie odkryć astrofizyki. Postuluje on nawet, “aby z astrologicznego słownika zniknął ten fizykalno-symboliczny bełkot i by nie mieszać ze sobą tych pojęć”. I dalej dodaje, że astrologię można rozumieć jako pewną analogię, gdzie wszystko odpowiada wszystkiemu, ale nie ma to znamion kauzalizmu, nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek fizykalnym wpływem, lecz opiera się na pewnej koincydencji.

W związku z tym astrologia może być po prostu pewnym modelem mityczno-symbolicznym i tylko w ten sposób może ona opisywać świat. Najprawdopodobniej właśnie to najbardziej urzekło Junga w astrologii, mianowicie, że wiedza ta jest pewnym wytworem myślenia archaicznego, mitycznego czy symbolicznego, który pozwala opisać świat z innej strony niż czyni to logos, nauka. Jung zdawał sobie też sprawę, że nie można lekceważyć żadnego elementu ludzkiej inwencji, ponieważ w ostatecznym rozrachunku wszystko może mieć znaczenie. Obecnie, to co niegdyś było postrzegane jako pochodzące z gwiazd, teraz rozumiane jest jako projekcja nieświadomości, dlatego - zdaniem Junga - astrologia może być interpretowana jedynie z tej psychologicznej perspektywy. “Odkąd gwiazdy spadły z nieba, a nasze najwyższe symbole zbladły, tajemne życie sprawuje władzę w nieświadomości. Oto dlaczego mamy dzisiaj psychologię i dlaczego rozprawiamy o nieświadomości. To wszystko byłoby zapewne zbyteczne w kulturze, która posiada symbole” - pisał Jung w Die Archetypen und das kollektive Unbewußte.

Należy mieć świadomość, że choć astrologia nie jest nauką, ani do nauki nie należy, i to bez względu na to, czy chodzić tu będzie o nauki społeczne, przyrodnicze czy humanistyczne, to jednak jako taka astrologia może być przedmiotem nauki, a w szczególności nauki form symbolicznych, którymi zajmował się filozof Ernst Cassirer w swoich rozważaniach o animal symbolicum. Pisze on: “Astrologia przedstawia, już od swych początków, dwa oblicza. Jako teoria próbuje ukazać nam wieczne prawa wszechświata w jasnym i ścisłym powiązaniu, podczas gdy jej praxis stoi pod znakiem lęku przed demonami, co jest najpierwotniejszą formą religijnej przyczynowości”. Cassirer twierdzi, że język, nauka oraz mit (a także religia, sztuka i historia) stanowią formy kultury, w których mieściłaby się również i astrologia z jej mitologią i symboliką. W jego teorii istotną rolę odgrywa symboliczność kultury jako takiej, a więc pojęcie samego symbolu, ponieważ - zdaniem Cassirera - każda aktywność duchowa wiąże się z używaniem znaków i z komunikacją kulturową.

Dlatego właśnie astrologia stać się może przedmiotem nauki o formach symbolicznych. Ktoś, kto wpatruje się we własny horoskop lub też prosi o jego zinterpretowanie, w rzeczywistości dokonuje pewnego aktu psychologicznego. Analizuje bowiem symboliczne formy zawarte w kosmogramie, które należą do duszy świata obejmującej licznych bogów, zwanej przez Junga nieświadomością zbiorową.

Sam horoskop zresztą jest już interesującą ekspozycją symboliczną, przedstawiony jest bowiem w formie mandali. Jung bez wątpienia zdawał sobie z tego sprawę, bo w przeciwnym razie w swoim wielkim dziele Psychologia a alchemia nie stwierdziłby, iż: “(…) znamy czasowy wymiar symboliki mandali - w tej formie, w jakiej rozwijała się ona pod wpływem astrologii zwłaszcza na Zachodzie. Horoskop sam jest mandalą (zegar) z ciemnym punktem środkowym, stanowi lewoskrętną circumambulatio z »domami« i fazami planetarnymi”. Mówiąc o circumambulatio Jung ma na myśli ideę krążenia, a horoskop choć graficznie jest statyczny, to jednak odnosi się raczej do dynamiki psyche. Planety krążą bowiem właśnie w lewą stronę, stąd Jung mówi tu o lewoskrętnej circumambulatio i w dziele Psychologia a religia dodaje, że jedyną analogię symbolu czasu mógłby stanowić horoskop. Pisze on: “Horoskop dzieli się na dwanaście »domów«, których numeracja biegnie w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara”.

Wydaje się, iż w symbolu astrologicznej mandali zakorzenionych jest kilka aspektów czasu, co odpowiada wyróżnionym przez Marie-Louise von Franz czterem aspektom czasu obecnym w nieświadomości zbiorowej. Są to:

  1. czas jako jądro wiecznego, niezmiennego;
  2. czas jako kontinuum uporządkowanego, bezczasowego, zawsze i wszędzie obecnego;
  3. czas jako cykliczny ruch archetypów;
  4. czas jako wzrost liniowego postępu świadomości.

Dwa pierwsze aspekty czasu wyróżnia swoista bezczasowość, co, z grubsza biorąc, było już przedmiotem analiz pierwszych filozofów greckich, podczas gdy dwa ostatnie dobrze zilustrowane mogą być przez cykl zodiakalny. W trzecim aspekcie czasu mamy bowiem do czynienia z ideą wiecznego powrotu, co bez wątpienia można przedstawiać w planie koła, w tym szczególnie w planie koła zodiakalnego. Z kolei czwarty aspekt czasu (liniowy rozwój świadomości) odpowiada rozszerzaniu się świadomości ludzkiej, co w symbolice mandali astrologicznej może być skorelowane z czterema ruchami: ewolucji, inwolucji, dewolucji i dezintegracji. Alain Nègre zauważa, iż zodiakalna mandala (albo mandala domów astrologicznych) jest swoistym odbiciem potencjalnego unus mundus, jedności świata. “Można powiedzieć, że fakt narodzin przywołuje na myśl obraz mandali czasowej wspartej na pustej podstawie jedności świata bezczasowego, którą reprezentuje zodiak lub koło astrologicznych domów. Horoskop, będąc pewnym odbiciem, niejako fotografią stanu wszechświata w danym momencie, symbolizuje »niebiańskie instrukcje« dla poszczególnej duszy, która właśnie się ujawnia, zachęcając ją do procesu indywiduacji, to znaczy połączenia się z duszą wszechświata”.

Aby uniknąć rozmaitych spekulacji, oddajmy głos Jungowi, który mówi nam, czym jest dla niego horoskop. W dziele Aion znajdujemy następujący fragment: “Kołu rozgwieżdżonego uniwersum odpowiada horoskop w dwunastu domach, »théma tes genoses« - to znaczy ów podział nieba na dwanaście domów, który w chwili urodzin zostaje ustawiony pierwszym domem na ascendent (…). Istotne znaczenie horoskopu polega na tym, że w formie pozycji planetarnych i ich relacji (aspektów), a także podziału Zodiaku na punkty kardynalne, kreśli on przede wszystkim obraz konstytucji psychicznej, a także fizycznej człowieka. Horoskop stanowi zatem zrazu system pierwotnej i zasadniczej dyspozycji charakterologicznej, może przeto uchodzić za sam ekwiwalent psyche osobniczej”. Jeśli Jung mówi, że horoskop jest ekwiwalentem psyche, ma na myśli nic innego jak to, że horoskop jest po prostu odpowiednikiem psyche. W podobnym duchu wyraża się kontynuatorka idei Junga astrolog Liz Greene, która stwierdza, że horoskop jest obrazem psyche. Innymi słowy, symboliczny obraz horoskopu jest tożsamy z obrazem psyche, która po prostu objawia się poprzez horoskop. Przeciwnego zdania jest Dane Rudhyar, twórca humanistycznego nurtu astrologii, który nie tyle utożsamia horoskop z psyche, co stwierdza, iż horoskop jest jedynie mapą potencjałów, które psyche na drodze indywiduacji może zrealizować. W tym ujęciu horoskop jawi się więc jako potencjalna wartość tego, czym jednostka może się stać, a nie jako to, czym jednostka jest. Warto dodać, że Liz Greene i Dane Rudhyar zapoczątkowali we współczesnej astrologii dwa odrębne nurty wywodzące się wprost od Junga.

 

W swej śmiałej hipotezie odnoszącej się do synchroniczności Jung sugerował, że pewne aspekty rzeczywistości mogą być rozumiane jako zjawisko synchronistyczne. Tak więc, aby wytłumaczyć zasadność astrologicznych form symbolicznych nie trzeba uciekać się do wyjaśnień proponowanych nam przez magiczne myślenie kauzalne. Te procesy bowiem mogą być opisane właśnie przez synchroniczność. Dzięki współpracy z Wolfgangiem Paulim, jednym z najwybitniejszych fizyków XX wieku, Jung doszedł do wniosku, że nieświadomość nie jest ograniczona wyłącznie do obszaru zjawisk czysto psychologicznych, lecz może także pozostawać w ścisłym związku ze strukturami materii. W takim ujęciu materia i psyche nie są dwiema odrębnymi, antynomicznymi sferami, lecz stanowią one jedność. Ich korzenie sięgają bowiem wspólnej pierwotnej struktury, którą Jung, podobnie jak średniowieczni filozofowie, nazwał unus mundus. Okazuje się, że astrologia, której filozoficznym założeniem jest jedność psyche i uniwersum, wyrasta z tego właśnie źródła. Ale nie tylko ona. Jak zauważa Alain Nègre, również korzenie nauki tkwią w tej samej ziemi, tym bardziej, że astrologia dała przecież podwaliny temu, co dziś nazywamy astronomią. Dlatego właśnie historia nauki to nic innego jak stopniowe ujawnianie się idei wychodzących od symbolicznych form, których źródło leży w nieświadomości.

Johannes Kepler, ojciec nowoczesnej astronomii, był ogromnym entuzjastą astrologii, co dziewiętnastowiecznym historykom nauki niezbyt się podobało. Niemniej nowe przekłady prac Keplera ujawniły, w jak zintegrowany sposób potrafił on łączyć symbolikę astrologiczną z badaniami naukowymi. Dzieło Keplera Von den gesicherten Grundlagen der Astrologie (“O niezawodnych podstawach astrologii”) zawiera wiele tez dowodzących zasadności astrologii, chociaż najwięcej miejsca Kepler poświęca w nim swojej idei harmonii świata, która przejawia się poprzez układy planet, konfiguracje, konstelacje gwiazd etc.

Kepler, który posługiwał się niezwykle symboliczno-abstrakcyjnym językiem, doszedł w rezultacie do wstrząsających hipotez, które legły u podstaw współczesnej nauki. Newton, Kepler i wszyscy inni geniusze nauki potrzebowali symbolizmu alchemii i astrologii po to, by móc po prostu odkrywać prawa, na fundamencie których powstanie później świetlany gmach nauki. Tak czy owak jasne powinno być to, że korzenie nauki zawsze znajdowały się poza jej obszarem. “A zatem skoro wszystko to zbudowane jest na podobieństwie, jakie ma miejsce między nieświadomą psyche a światem zewnętrznym, można powiedzieć, że niemal każda naukowa czy religijna próba uporządkowania chaosu i matrycy rzeczywistości jest projekcją nieświadomości”. Tak więc jedynie na tym poziomie nieświadomej wiedzy absolutnej, gdzie leży potencjalna jedność wszechświata, astrologia i nauka mogą się spotkać.

 

Trudność z astrologią jako wiedzą, która miałaby mieć charakter naukowy, polega także na tym, że astrologia zdaje się dryfować pomiędzy obszarami takimi jak magia i nauka, co podkreślał już Ernst Cassirer. Z jednej strony cała teoria astrologiczna, z jej koncepcją jedności świata, strukturą uniwersum i strukturą psyche, zdaje się być bardzo spójna i wewnętrznie niesprzeczna. Z drugiej zaś strony praktyka astrologiczna, a więc porządek wyjaśniania tego, w jaki sposób ten niezwykle symboliczno-mityczny model “działa”, pozostaje kwestią nierozstrzygniętą. Astrolodzy upierają się jednak, że musi istnieć jakieś rozsądne wyjaśnienie - stąd też na przykład tak wiele szkół w nowoczesnej astrologii, jak np. podejście przyrodniczo-fizykalne, podejście symboliczne, podejście strukturalne, a nawet podejście quasi-religijne, gdzie astrologia traktowana jest niemal jak święta wiedza prowadząca do zbawienia. Tymczasem naukowcy nie widzą dla astrologii żadnego uzasadnienia.

Problem z astrologią dotyczy również tego, że astrologia sama w sobie jest niejako sprzeczna. Z jednej strony bowiem opiera się na racjonalnych przesłankach i konstrukcji kompletnego modelu uniwersum, podczas gdy z drugiej strony odwołuje się do jakichś sił, które jeszcze nie są odkryte, a które być może kiedyś będą. Jest też możliwe, że owe siły w ogóle nie zostaną odkryte, ponieważ nauka uwikłana w ten, a nie inny paradygamat nigdy nie będzie w stanie udowodnić żadnych sił rządzących astrologią, albowiem nie mają one charakteru fizykalnego, lecz – można powiedzieć – transmaterialny.

Astrologia, która pragnie w swoim mityczno-symbolicznym języku opisać psyche w jej pełni i uchwycić totalność jej przejawów, chyba na zawsze pozostanie rozdarta między magią a nauką. “W wypadku zjawisk psychicznych niepodobna przeprowadzać dokładnych pomiarów, możliwa jest tylko jakaś analogia” – mówi Jung. A więc również w astrologii chodziłoby o jakąś metaforę, symbolikę, czyli narzędzia, które nie są używane w naukach ścisłych, ani tym bardziej nie mieszczą się one w paradygmacie, dla którego ideałem jest nauka o materii. Wszak w głównej mierze odnoszą się one do nieświadomości, której przejawy rozpoznać możemy jedynie poprzez niezliczone manifestacje archetypowych obrazów i symboli. Bez ich istnienia trudno byłoby mówić o naszej kulturotwórczej naturze i, co najważniejsze, samej nauce, która dezawuując astrologię, odcina się jednocześnie od korzeni, z których sama wyrosła.

 

Poszukiwania i idee Carla Gustava Junga, zwłaszcza te, które oscylowały wokół symbolizmu, mitologii, archetypów, Jaźni czy indywiduacji, stały się dla większości astrologów niezwykle pociągające. Żaden astrolog nie wniósł do astrologii tyle interesujących spostrzeżeń na przykład w kwestii wielkich rytmów kosmicznych, w tym szczególnie jeśli chodzi o zagadnienie związane z eonem Ryb, jak właśnie Carl G. Jung. Żaden astrolog też, tak odważnie jak Jung, nigdy wcześniej nie powiedział, że Zodiak i “moce” przypisywane planetom są wytworem psychologicznego zjawiska projekcji, co czyni astrologię wiedzą zasadzającą się na zbiorowej nieświadomości i archetypach. Z kolei archaiczna zasada “jak na dole, tak na górze”, została przez astrologów natychmiast zastąpiona przez pojęcie synchroniczności, które obecnie zdaje się lepiej odpowiadać wymogom “psychologizująco-jungowskiej” astrologii, która strojąc się w szaty quasi-naukowe, przedstawia się jako astropsychologia, astrologia psychologiczna, astrologia humanistyczna, astrologia eksperymentalna etc. Chociaż, jak mawiał Jung, to astrologia mogłaby wiele zaofiarować psychologii, natomiast “mniej można powiedzieć, co ta ostatnia mogłaby dać swojej starszej siostrze”. I zaraz dodaje, że astrologia wiele by zyskała, gdyby jednak zechciała odwołać się do zdobyczy psychologii nieświadomości, interpretacji archetypów i symboli archetypowych.

Nie musiało upłynąć dużo czasu, aby oczekiwania Junga się urzeczywistniły. Astrologowie szybko zaczęli cytować dzieła szwajcarskiego psychiatry i włączać w swój język pojęcia psychologii analitycznej, przez co ta archaiczna wiedza zyskała w XX wieku zupełnie nowy wymiar. Nawet jeśli miałoby się to tyczyć wyłącznie terminologii, to za poszczególnymi symbolami astrologicznymi stoją już nie “moce” planetarne, lecz siły psychiczne drzemiące w nieświadomości zarówno tej indywidualnej, jak i zbiorowej. Junga refleksja nad astrologią przesunęła bowiem punkt ciężkości z deterministycznie uwarunkowanych wpływów na psychiczne zależności, jakie - mówiąc najogólniej - zachodzą między duszą człowieka a cyklami nieba.

Amerykański astrolog Ray Grasse zauważa, że “»mechanizm« astrologii ściślej może być opisany jako symbolizm, mocą którego wydarzenia na niebie są nie tylko akauzalnie połączone ze zdarzeniami na Ziemi, lecz także ucieleśniają one różne wymiary symbolizmu”, przez co interpretacja astrologiczna musi sięgać pod powierzchnię symboli i odkrywać ich wielowarstwowe znaczenie. Przykładem na ów symbolizm w astrologii mogą być chociażby niezliczone techniki i teorie stosowane przez astrologów, z których ogromna większość jest natury czysto symbolicznej i z reguły nie mają one żadnych podstaw w empirycznej rzeczywistości. Jak sugeruje Ray Grasse, warto wspomnieć tu o kilku przykładach z astrologicznego warsztatu oraz o czysto teoretyczno-filozoficznych założeniach, które opierają się na symbolizmie. Istnieje bowiem postulat ukrytej sieci powiązań, która łączy rozmaite obszary naszego życia w taki sposób, że jej zasadniczą cechą są głęboko metaforyczne i archetypalne jakości. Sieć ta w oczywisty sposób przywodzi na myśl alchemiczne pojęcie unus mundus włączone przez Junga do jego psychologii analitycznej. Także chociażby podział domów i Zodiaku na dwanaście segmentów (a nie na przykład na osiem, sześć czy bardziej “logiczne” cztery) sugeruje raczej jakąś archetypalną niż praktyczną podstawę takiej klasyfikacji. Do tej listy można by dorzucić jeszcze sporo innych rzeczy, jakkolwiek wszystkie one zasadzają się na tej samej, symbolicznej podstawie i w ten sam, symboliczny sposób muszą być interpretowane. Tak więc w tym ujęciu astrologia zajmowałaby się odnoszeniem pozornie nie powiązanych zdarzeń życiowych jakiejś jednostki do pozycji planet na niebie, które muszą być rozpatrywane jako element szerszego pola znaczeniowego, czyli w oparciu o archetypalny scenariusz życia i świadomości, co ma odzwierciedlać horoskop.

Najbardziej pociągające dla astrologów okazało się pojęcie archetypu, w tym szczególnie takie fundamentalne obrazy archetypowe, wyróżnione przez Junga, jak Cień, Anima, Animus, Stary Mędrzec, Wielka Matka, Jaźń czy Persona. Jungowskie rozumienie psyche ma tak niezwykle kuszącą strukturę, że zainspirowało astrologów do dopasowania jej do ich własnej dyscypliny. Wielu astrologów adoptujących Jungowską terminologię nie tylko zrównało planety z archetypami, lecz także założyło, że horoskop urodzeniowy (wraz z Zodiakiem i domami) wskazuje na archetypalne wzory jednostki.

Przyporządkowanie Jungowskich pojęć do astrologii wciąż budzi jednak wiele kontrowersji i jest przez różnych astrologów, szczególnie tych o aspiracjach psychologicznych, odmiennie interpretowane. Na przykład Michelle Koffron, amerykańska astrolog nurtu eksperymentalnego, zauważa, że “astrologia jest jednym z najbardziej użytecznych i możliwych do zastosowania narzędzi, gdyż bazuje na archetypach planetarnych i bezpośrednio odnosi się do Jungowskiej teorii psyche. Ale utożsamienie archetypów z planetami nie jest takie jednoznaczne, gdyż horoskop urodzeniowy może być również traktowany jako obraz bezosobowego, archetypowego jądra w formie symbolicznej. Alain Nègre, w swojej przełomowej książce, która otwiera zupełnie nowe pole dla dialogu astrologii i nauki, wyraża się jeszcze dobitniej: “Mars, Merkury, Wenus czy znaki Zodiaku nie są archetypami. Są one raczej symbolami, które pozwalają nam przerzucić most do nieświadomości konstruowanej przez archetyp”. A zatem, posługując się terminami psychologii Jungowskiej, trzeba stwierdzić, że symbole planetarne są postaciami archetypalnymi. Dla przykładu Mars reprezentowałby potencjał agresji i inicjatywy, Merkury komunikacji, a Wenus – miłości. Potencjały te, które są przecież wewnątrz nas, projektujemy na planety, które wydają się te jakości najlepiej inkarnować. Astrologia więc nie jest ufundowana na inherentnych jakościach psychicznych utożsamianych z samymi planetami, Zodiakiem, czy sektorami nieba, lecz “na tajemnym sposobie, w jaki świat obiektywny wydaje się współpracować z naszymi projekcjami” – tłumaczy Pierz Newton-John.

Chodziłoby tu więc o ową unię makro i mikrokosmosu, która znajduje odzwierciedlenie w jeszcze innym pojęciu, które Jung wprowadził do swojej psychologii analitycznej. Chodzi tu o termin unus mundus (“świat jednolity”), który odnosi się do wyobrażenia, obecnego jeszcze w przed-newtonowskiej fazie nauki, mówiącego o tym, że każda płaszczyzna bytu pozostaje w ścisłych związkach z pozostałymi płaszczyznami. Tak jak ciało i psyche są ze sobą w bliskim związku, tak samo powiązana jest psychika i materia. W przypadku astrologii chodziłoby o jedność psychiki i kosmosu (planet, domów i zodiaku). Jung zresztą nieustannie podkreślał, że unus mundus najlepiej wyraża wiele tzw. “przednaukowych” systemów, takich jak Księga Przemian, alchemia, czy właśnie astrologia, która mogłaby stanowić tu wzorcowy przykład idei jedności świata mikro i makro.

Psychologiczne i humanistyczne znaczenie, jakie nadał astrologii Carl G. Jung, jest bez wątpienia doniosłe i godne podziwu. Astrologia będąc w gruncie rzeczy bardzo elastycznym systemem łatwo daje się pogodzić ze strukturą psyche zaproponowaną przez twórcę archetypów. Ale niestety trzeba pamiętać, że nie ma tutaj tak bezpośredniego przełożenia, jakbyśmy tego oczekiwali. Mimo wielu trudności i karkołomności takich zamierzeń, pewne korelacje między astrologią a psychologią analityczną można znaleźć, ale niestety nie istnieją tutaj tak proste analogie, jakie na pierwszy rzut oka mogłyby zachodzić. Analogia zawsze pozostanie analogią i trzeba się po prostu liczyć z ograniczeniami, jakie ona niesie. Na siłę nie da się wpasować astrologii do Jungowskiej struktury, ponieważ zarówno ta pierwsza, jak i ta druga ulegną niefortunnym wypaczeniom.

Niewątpliwie Jung dał astrologom potężne narzędzia, trzeba tylko nauczyć się z nimi właściwie obchodzić. Astrologia jest bowiem strukturą głęboko symboliczną, a każdy symbol, o czym Jung także mówił, daje się odczytać na różnych płaszczyznach, w rozmaitych kontekstach i znaczeniach. Symbol można jedynie do czegoś porównać, odnieść go do jakieś rzeczywistości czy obszarów, które wymykają się dyskursowi, ale nie można go z niczym zrównać. Dlatego nigdy nie można twierdzić, że Słońce czy Merkury są tożsame z tym lub innym pojęciem w psychologii Junga. Owszem, Jung pokazał astrologom, że symbolika, z którą pracują, musi być odniesiona do jakiegoś szerszego spektrum znaczeniowego, że potrzebne jest tutaj zastosowanie amplifikacji. Ale należy mieć świadomość, że zrównanie struktury astrologicznej z modelem psyche, jaki zaproponował Jung, generuje w gruncie rzeczy więcej problemów niż można by przypuszczać. I nie chodzi tutaj wyłącznie o rozbieżności, jakie daje się zauważyć w podejściu reprezentowanym na przykład przez wspomnianych już tutaj Dane’a Rudhyara czy Liz Greene, ale o bardziej zasadniczą kwestię.

Rzecz bowiem w fundamentalnym pytaniu: czy astrologia rzeczywiście potrzebuje Jungowskiego wyjaśnienia, by być astrologią zasługującą na szacunek? Czy przypadkiem nie jest tak, że astrologia sama w sobie jest unikalnym i jednocześnie tak spójnym systemem symbolicznym, że obejdzie się - może poza amplifikacją - bez powiązań z Jungowską psychologią czy z czymkolwiek innym. Teorie archetypów i nieświadomości zbiorowej są z pewnością bardzo inspirujące i brzemienne w znaczenia również dla astrologów, ale czy faktycznie, żeby “dowartościować” tę archaiczną psychologię, trzeba ją z czymkolwiek zrównywać i na siłę znajdować analogie do psychologii Junga? Trzeba pamiętać, że astrologia, choćby ze względu na jej wielowiekową tradycję, za co Jung tak bardzo ją szanował, już jest czymś niezwykłym i unikalnym. Robert Hand pisze o tym w następujący sposób: “Czynienie dokładnego przełożenia jednego systemu symbolicznego (psychologii Jungowskiej) na inny (astrologię) jest z reguły robione w celu uprawomocnienia astrologii, ale jest to posunięcie bardzo niefortunne, ponieważ astrologia rozumiana sama jako system psychologii, posiada strukturę symboliczną o wiele potężniejszą niż cokolwiek innego, co moglibyśmy znaleźć w ortodoksyjnej psychologii”. W podobnym duchu wyraża się także Alexander Ruperti, astrolog i przyjaciel Dane’a Rudhyara, który stanowczo podkreśla fakt, że zrównanie astrologii z psychologią jest po prostu daleko posuniętym uproszczeniem.

A więc czy przypadkiem nie jest tak, że astrologia po prostu przerasta astrologów, którzy nie mogąc jej zrozumieć stale muszą ją z czymś porównywać? Być może astrologia w dalszym ciągu czeka na wydobycie z niej tego, co naprawdę w sobie niesie, co skrywa w swoich symbolicznych formach, które w żaden sposób nie mogą być pojęte i w pełni zrozumiałe przez ograniczony paradygmatem naukowości intelekt. Czy więc Jungowi udało się to dla nas odkryć? A może jest tak, że astrologia stanowi wyłącznie zbiór pustych symboli, za którymi nic nie stoi i to jedynie człowiek usiłuje dopisać do nich znaczenie? Nawet jeśli odpowiedzielibyśmy twierdząco na to pytanie, to trzeba raz jeszcze przypomnieć słowa Junga, że nie wolno nam ignorować żadnej inwencji ludzkiego ducha, ponieważ w ostatecznym rozrachunku wszystko może okazać się istotne.

Piotr Piotrowski

www.piotrpiotrowski.com